W Warszawie przesiadłam się do samochodu i razem z mężem pojechałam do Białegostoku na festiwal filmowy. Tam zobaczyłam wielką halę. Halę mięsną. Podobno jej dni są policzone. Jedna pani powiedziała mi, że dobre mięso tylko w małych sklepach jest szansa dostać. Supermarketowe odradza. Niestety zdecydowana większość sprzedawców patrzyła na mnie i na mój aparat z piorunami w oczach i toporem w ręku, nie zabawiłam więc tam długo.
To był dobry początek wakacji. Dzieci zostały z babciami w Bolesławcu, a ja wyruszyłam w małą podróż. Jedyne czego musiałam pilnować to był plecak. Miła odmiana. Na głównym we Wrocławiu kupiłam parę książek i pojechałam do Białegostoku. Wkrótce ciąg dalszy..